search
now reading: O tym, jak krawiec, pan Niteczka został królem | Kornel Makuszyński
search

Kornel Makuszyński | Polish

O tym, jak krawiec, pan Niteczka został królem

W miasteczku Tajdarajda mieszkał krawiec, pan Józef Niteczka. Miał bródkę taką jak cap i wciąż był wesoły. Chudy był bardzo. Każdy krawiec na świecie jest chudy, bo tak już jest, gdyż krawiec przypominać musi igłę i nitkę. Ale pan Niteczka był tak chudy, że umiał przeleźć przez uszko igły, którą sam trzymał w ręce. Nie mógł jeść nic innego, tylko makaron, bo nic innego nie chciało mu przeleźć przez gardło. Dobry był to człowiek i zawsze uśmiechnięty. W brodzie miał sto trzydzieści sześć włosów i czasem w święto zaplatał ją sobie w warkoczyki. Ogromnie był wtedy przystojny.

Byłby sobie żył szczęśliwie, gdyby nie jedna Cyganka. Zraniła się ona w nogę, a rana była bardzo wielka. Niteczka ślicznie jej zacerował skórę, tak że nie było nic widać. Z wdzięczności wróżyła mu ona z ręki i powiedziała tak:

– Jeżeli wyjdziesz w niedzielę z tego miasteczka i będziesz szedł wciąż na zachód, zajdziesz wreszcie tam, gdzie cię ogłoszą królem.

Niteczka bardzo się z tego śmiał. Ale tej nocy śniło mu się, że w istocie został królem i z wielkiego dobrobytu tak utył, że wyglądał jak ogromna beczka. Zbudził się i myśli:

“A może to i prawda? Kto wie? Wstawaj no, panie Niteczka, i idź na zachód!”

Wziął zawiniątko, sto igieł i tysiąc kilometrów nici, wziął naparstek, żelazko, nożyce bardzo wielkie i poszedł między ludzi pytać, jak to się idzie na zachód. Nikt tego nie wiedział w miasteczku Tajdarajda, aż jeden stary człowiek, który miał sto sześć lat, myślał i powiada:

– Zachód to pewnie jest tam, gdzie słońce zachodzi.

Zaraz było widać, że to jest mądrze powiedziane, więc pan krawiec Niteczka poszedł w tę stronę. Niedaleko uszedł, aż tu zrywa się wiatr w polu, nawet bardzo niewielki, ale ponieważ pan Niteczkabył niezmiernie chudy, więc go wiatr porwał. Leciał tak pan Niteczka  przez powietrze i bardzo się śmiał z takiej jazdy. Ale i wiatr się zmęczył i puścił krawczyka na ziemię. Zakręciło mu sie w oczach i nie wiedział, co się z nim stało. Poczuł tylko, że upadł w czyjeś ramiona, bo ktoś gniewnie krzyknął:

– Co to jest za napaść?

Patrzy pan Niteczka i widzi, że jest wśród zboża i że go wiatr rzucił w ramiona Stracha na wróble. Pan Strach był bardzo elegancki, miał trochę tylko podarte spodnie, zieloną kurtkę i połamany cylinder. Miał dwie nogi z patyków i z takich też patyków dwie ręce.

Niteczka zdjął czapeczkę, skłonił się nisko i powiada cienkim głosikiem:

– Moje uszanowanie szanownemu panu. Przepraszam, jeślim panu nastąpił na nogę. Jestem pan Niteczka, krawiec.

– Bardzo mi przyjemnie – rzekł Strach na wróble – poznać tak miłego człowieka. Ja jestem hrabia Strach, herbu Cztery Patyki, uważam tu, aby wróble nie kradły pszenicy, ale mało się nimi zajmuję. Jestem niezmiernie odważny i chciałbym walczyć tylko z lwami i tygrysami, ale one tego roku rzadko przychodzą jeść pszenicę. A dokąd to pan idzie, panie Niteczka?

Pan Niteczka znów się ukłonił i podskoczył trzy razy, bo był bardzo uprzejmy i wiedział, że wielcy panowie tak się sobie kłaniają.

– Dokąd ja idę, panie hrabio? Idę tam gdzie zostanę królem.

– Czy być może?

– A jakże! Ja się urodziłem na króla. A może pan, panie hrabio, pójdzie ze mną, będzie nam weselej?

– Dobrze – odrzekł Strach na wróble – już mi się tu sprzykrzyło. Ale niech pan, panie Niteczka, troszkę mi poprawi i pozaszywa ubranie, bo chciałbym się gdzieś po drodze ożenić, więc muszę być przystojny.

– Z miła chęcią! – rzekł Niteczak.

Wziął się do pracy i za godzinę Strach na wróble miał śliczne ubranie i cylinder prawie jak nowy. Trochę się z niego wróble z całego pola poczęły naśmiewać, ale on na to nie zważał, tylko z wielką godnością poszedł z Niteczką. Rozmawiali sobie po drodze bardzo miło i bardzo się pokochali, a szli wciąż na zachód. Spali zwykle w pszenicy, a na noc przywiązywał się krawiec nitką do Stracha, który był cięższy, aby pana Niteczki znów jaki wiatr nie porwał. A kiedy ich psy opadły, wtedy Strach, który był z powodu swego rzemiosła bardzo mężny, wyrywał własną nogę i ciskał nią za psami. Potem ją znowu sobie sznurkiem przywiązywał do tułowia.

Raz pod wieczór patrzą, a w lesie widać jakieś światełko.

– Chodźmy tam, może nas przenocują! – rzekł Niteczka.

– Zróbmy im ten zaszczyt! – orpowiedział pan hrabia Strach.

Patrzą, dom jakiś dziwny, bo może chodzić. Stoi na jakichś czterech łapach i wciąż się obraca.

– Właściciel tego domu musi być wesoły człowiek – szepnął Niteczka – ciągle sobie tańczy.

Poczekali, aż drzwi przyszły do nich, i weszli do domu. Bardzo to był dziwny dom. Chociaż to było lato, na kominie paliły się ogromne kłody drzewa, a na ogniu siedział jakoś szlachcic i grzał się. Czasem nabierał w dłoń żarzących się węgli i połykał je z wielkim smakiem. Ujrzawszy podróżnych, podszedł do nich, skłonił się i powiada:

– Zdaje się, że pan Niteczka i pan hrabia Strach?

Zdumieli się, że ich zna, ale nie rzekli nic, tylko Niteczka podskoczył trzy razy, a Strach zdjął cylinder. On zaś mówił:

– Zostańcie u mnie na wieczerzy, a jutro pójdziecie dalej. Zaraz zawołam żonę, córkę i krewnych.

Klasnął w dłonie i nagle zjawiło się wielkie towarzystwo. Córka tego gospodarza była bardzo piękna, lecz kiedy się śmiała, to tak, jakby koń rżał na łące. Bardzo się jej podobał pan Niteczka, więc powiedziała mu, że bardzo chciałaby mieć takiego męża. Siedli potem do wieczerzy, pan Niteczka i Strach na ławie, wszyscy inni na żelaznych garnkach z rozżarzonymi węglami, co gości wielkim przejęło zdumieniem.

Wtedy im gospodarz rzekł:

– Nie dziwcie się, wielmożni panowie, że tak siedzimy, ale w naszej rodzinie zawsze jest bardzo zimno.

Podali zupę w ogromnym kotle i już Niteczka podniósł łyżkę do ust, kiedy Strach pociągnął go za połę i szepnął:

Pan Niteczka, nie jedz, bo to gorąca smoła!

Więc potajemnie, udając że im zupa smakuje, wylali ją pod stół. Potem przyniósł jakiś dziwny służący nowe danie: były to szczury w dzikim sosie; potem podali szarańczę smażoną, dżdżownice z parmezańskim serem, jak makaron, a na deser zgniłe jaja. Wszystko to oni rzucali pod stół i przerazili się bardzo. Nagle rzekł gospodarz:

– Czy pan wie, pan Niteczka , że król umarł w Pacanowie?

– A gdzie ten Pacanów, daleko? – sżytał krawie.

– Zarżnięty kogut biegnie stąd do tego miasta dwa dni. A czy pan wie, że tam szukają króla i że ten tam zostanie królem, kto się ożeni z moją córką?

Dzieweczka zarżała w tej chwili z radości, jak stary koń, i zarzuciła Niteczce ręce na szyję.

– Uciekajmy! – szepnął Strach.

– Kiedy nie wiem, gdzie są drzwi. Nie ma rady!

Cała rodzina zaczęła być wesoła, a gospodarz rzekł nagle:

– Napijemy się wina za wasze zdrowie i zaśpiewamy sobie wesoło. Panie Niteczka, może zna pan jaką piosenkę?

– I owszem! – mówił Niteczka – bardzo nawet piękną.

Mówiąc to, mrugnął na Stracha i szepnął:

– Uważaj, bracie, i kiedy drzwi będą za nami, wtedy krzyknij!

Potem powstał, zdjął czapkę i cieniutkim głosem zaczął śpiewać jedyną pieśń, jaką umiał:

“Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę Świętą, zacznijcie opowiadać cześć Jej  niepojętą!”

Coś strasznego się stało w tej chwili. Cała rodzina porwała się na nogi i poczęła wyć i piszczeć, i skakać, i złorzeczyć. A pan Niteczka nic, tylko śpiewał dalej. Czuje, że dom z nimi gdzieś ucieka przed tą pieśnią, więc Niteczka oddechu w płuca nabrał i śpiewał jak najcieńsza piszczałka w organach. Ukończył pieśń i znowu na nowo rozpoczął. Aż w tej chwili wszystko zniknęło, dom się rozpadł w proch i tylko straszliwy wiatr się zerwał.

Patrzą oni, przerażeni, i widzą, że stoją na łące. Podziękowali Bogu za ocalenie i Niteczka powiada:

– Straszne to były diabły, aleśmy ich zmogli!

– To mnie się tak przestraszyli! – rzekł Strach.

I idą dalej. Niteczka dowiedział się od starego diabła, że król umarł w Pacanowie. Więc skierowali się do tego wspaniałego miasta, w którym są słynni kowale, co kują kozy. Wędrowali siedem dni wśród rozmaitych przygód, wreszcie ujrzeli miasto i poznali, że to właśnie to sławne. Ale zdumieli się bardzo i aż przystanęli z podziwu: na całym świecie była pogoda, tylko nad tym miastem okropny padał deszcz i z nieba lało się jak z cebra.

– Ja tam nie pójdę – powiada Strach – bo mi cylinder zmoknie.

 A ja nie chcę być nawet królem w takiej wilgoci! – mówił krawiec.

Lecz z miasta już ich dojrzeli i tłum ludzi wybiegł do nich. Burmistrz przyjechał na podkutej kozie i wszysczy w płacz przed nimi:

– Panowie wielmożni! Może wy nas poratujecie!

– A cóż wam się stało? – pyta Niteczka.

– Potop nam grozi i zagłada! Król nasz umarł tydzień temu i od tej chwili straszliwy deszcz pada na nasze wspaniałe miasto. Nie można nawet ogniska rozpalić w domu, bo tyle wody leci przez komin. Zginiemy, wielmożni panowie!

– To źle! – rzekł bardzo mądrze pan Niteczka.

– O, i bardzo źle! Ale najwięcej to nam żal córki nieboszczyka króla. Bo się biedna w płaczu utulić nie może, wskutek czego jeszcze więcej jest wody.

– To jeszcze gorzej! – rzekł jeszcze mądrzej Niteczka.

– O, panie wielmożny! – zawołał burmistrz – ratujcie nas, ratujcie! A wiecie wy, jaką niezmierną nagrodę obiecała królewna temu, co ten deszcz zatrzyma? Obiecała, że za mąż za tego wyjdzie i królem ten zostanie.

– Oj: – woła Niteczka – naprawdę? Panie Strach chodźmy do miasta. Trzeba spróbować.

Zawiedli ich w wielkim deszczu do córki nieboszczyka króla, ona zaś, ujrzawszy Niteczkę, zawołała:

– Ach, jaki przystojny młodzieniec!

On podskoczył trzy razy bardzo wysoko i rzekł:

– Czy prawdą jest, królewno, że wyjdziesz za mąż za tego, co deszcz zatrzyma?

– Tak przysięgłam.

– A gdybym ja to zrobił?

– Dotrzymam przysięgi.

– I królem zostanę?

– Zostaniesz, piękny młodzianie.

– Dobrze – zawołał krawiec – idę zatrzymać deszcz.

Mrugnął do hrabiego Stracha i poszli. Całe miasto, pełne nadziei, wyległo, chcąc zobaczyć ten wielki czyn.

A Niteczka szedł pod parasolem ze Strachem i tak sobie mówili:

– Słuchaj, Strachu, jak to zrobić, żeby ten deszcz przestał padać?

– Trzeba zrobić pogodę.

– Ale jak?

– Ha! Pomyślmy!

Myśleli trzy dni, a deszcz leje i leje, i leje!

Nagle pan Niteczka uderzył się w czoło, beknął z radości, jak koza, i zawołał:

– Wiem, skąd ten deszcz pochodzi!

– Skąd?

– Z nieba!

– Ech! – mruknął Strach –  taki mądry to i ja też jestem. Pewnie, że nie pada z dołu do góry, tylko odwrotnie.

– Tak! – rzekł Niteczka – ale dlaczego on pada tylko na miasto a gdzie indziej nie pada!

– Bo gdzie indziej jest pogoda!

– Głupiś, panie hrabio! – rzekł krawiec – ale powiedz mi, od jakiego czasu pada ten deszcz?

– Powiadają, że od czasu, kiedy król umarł.

– A widzisz! Ja już wiem wszystko! I sprawa jest taka: król był tak wielkim i potężnym, że kiedy on umarł, to się w niebie zrobiła dziura.

– Oj! oj! prawda!

– Z tej dziury lunął deszcz i tak będzie padał do skończenia świata, jeśli się dziury nie zaszyje.

Pan Strach szeroko otworzył oczy i rzekł:

– W życiu moim nie widziałem tak mądrego krawca.

Ucieszyli się bardzo, poszli do burmistrza i kazali ogłosić, że pan Niteczka, obywatel miasta Tajdarajda, obiecuje, że deszcz przestanie padać.

– Niech żyje pan Niteczka! Niech żyje! – krzyknęło całe miasto.

Wtedy Niteczka kazał przynieść wszystkie drabiny, jakie tylko były w mieście, razem je związać i przystawić je do nieba. Sam wziął sto igieł i szpulkę nici, co miała sto mil, i polazł z tym na drabinę, a hrabia strach rozwijał nici na dole. Wylazł na samą górę i widzi, że w niebie jest wielka dziura, taka wielka jak miasto;  oddarty kawał nieba zwisł w dół, a przez otwór płynęła deszczowa woda. Wziął się więc do pracy i szył, i szył przez dwa dni. Palce mu mdlały od roboty, ale nie ustawał. Żelazkiem potem wygładził niebo i bardzo zmęczony zlazł z drabiny.

A w mieście pogoda śliczna! Hrabia Strach mało że nie zwariował z radości, tak jak i wszyscy mieszkańcy miasta. Królewna otarła oczy, które już były prawie do połowy wypłakane, i rzuciwszy się na szyję Niteczce, ucałowała go serdecznie.

Niteczka był szczęśliwy, aż patrzy, a tu burmistrz i rajce niosą mu złote berło i koronę wspaniałą i wołają:

– Niech żyje król Niteczka!

– Niech żyje, niech żyje! I niech będzie mężem królewny, i niech panuje szczęśliwie!

Toteż panował długo wesoły ten król, a w państwie jego nigdy deszcz nie padał. Zaś przyjaciela swego mianował Wielkim Strażnikiem państwa, aby odpędzał wróble od królewskiej głowy.

    arrow2right arrow2right Stories that go together :

    If you enjoyed this story, here are few more we think are an excellent pairing

    The Short Story Project © | Ilamor LTD 2017

    Lovingly crafted by Oddity&Rfesty